Mamuszka - O tym co moje, co nasze i co wokół.

Wpisy

  • piątek, 03 stycznia 2014
  • poniedziałek, 30 grudnia 2013
    • Gdy się Chrystus rodzi...

       

       

       

                 No właśnie. Gdy obchodziliśmy Święta Bożego Narodzenia, nasz syneczek skończył 9 miesięcy. 9! Dziewięć!

       

       

                  To było kolejne 9 miesięcy od momentu porodu. Czekałam na ten dzień. Byłam ciekawa jak świat będzie wyglądał po tym szczególnym czasie. Nie mogłam sobie tego wyobrazić, to wydawało się takie odległe. A jednak. Nastało szybko. Obracaliśmy się w naszym życiu, aż stuknęła nam ta dziewiątka.

       

       

                Na 9 miesięcy po porodzie czuję, że współgramy ze sobą idealnie! Czuję, że jesteśmy dla siebie stworzeni, doszlifowani. Idealnie pasujące do siebie trzy elementy. Tata, mama i dziecko. 

       

       

       

       

       

                Uwielbiam kiedy Antoni przytula się do nas. Tak, przytula się: kładzie główkę na ramieniu, często głaszcze nas przy tym. Mnie daje się pocałować w usteczka, na Michałową prośbę o buziaka - wystawia czółko. Uwielbiam te chwile kiedy jesteśmy blisko we trójkę, kiedy "kitrasimy" się w w łóżku, przytulamy na środku przedpokoju lub "razem" sikamy w łazience. Zapamiętuję te chwile. Widzę szczęście w oczach moich chłopców. 

       

                Duma mnie rozpiera kiedy widzę, że Michał wspaniale sobie radzi z naszym synem. Wzrusza mnie zaufanie Antoniego w działanie Michała. Choć trochę zazdrosna - puchnę z dumy kiedy Antek chce na rączki do taty a nie do mnie.

       

       

       

       

       

       

       

                Anteczek w ekspresowym tempie się rozwija, zadziwia nas. To nasze pierwsze dziecko, nie wiedzieliśmy, że wszystko tak szybko się dzieje!

       

       

                Antuan perfekcyjnie robi cyklopa, przybija piątkę (kilka razy uderza w dorosłą dłoń), sam rozpoczyna zabawę w "a kuku", daje łapkę w geście "cześć", zrzuca przedmioty z wysokości, patrzy w dół, zerka na nas i teatralnie mówi:

      - Ba!

       

                 Nazywa kota "Bu", człapie za nami wszędzie, zapytany czy chce mleczko:

      - Cycy (tsytsy) - odpowiada z nieukrywaną radością.

       

                Robi tacie "papa" na do widzenia, chodzi przy meblach i trzymany za dwie rączki, próbuje stać bez trzymanki. Poproszony kładzie główkę na podusię i na kocie. Śpiewa sobie (mruczy) przed zaśnięciem. Nie smakują mu banany (pierwsza rzecz, której odmawia). Zasypia w samochodzie (o cudowny nasz nowy foteliku!). Odkopuje się spod kołdry jak jakiś duży chłopiec. Nie i koniec, nóżki mają być na wierzchu! Zapytany pokazuje gdzie ktoś (lub coś) ma nos i ucho. Pije z trzymanego przez nas kubka (lub szklanki/butelki). Chwyta jedzenie w dwa paluszki: kciuk i wskazujący. Rozgadał się po swojemu. Lubi oglądać książeczki, ale szybko i co trzecią stronę^^.

       

                 Waży 11,5 kg, nosi ubranka 86-92 (w chuście spodnie nawet 98). Ma 8 zębów i podciętą grzywkę. Ciągle nie ważymy razem tyle ile ważyliśmy jadąc na porodówkę!

       

       

                Lubi być brany na ręce przez tatę i nie zawsze chce do mnie wrócić (serce mi rośnie! Takiego ojca dla mojego dziecka chciałam!). Załatwia się w pieluchy, do nocnika i do toalety. Mówi "mamamama" na mnie i "tatatatata" na Michała. Lubi telefony i piloty. Lubi kiedy mu śpiewam. Nie lubi kiedy wariujemy z Michałem - boi się wtedy.

       

       

       

                To dziecko to cud! Cud mój i Michała. Skarb największy, radość nasza. 

       

       

                A dla mnie te dziewięć miesięcy? To nieustanny czas pogłębiania pięknej relacji nie tylko z nowym człowiekiem, ale również z moim mężem. To czas kiedy kwitnie we mnie miłość, radości jest znacznie więcej niż smutku, przyjemności niż zmęczenia i wiary w piękno życia niż czegokolwiek innego! To czas kiedy dojrzewałam jeszcze bardziej i kiedy zdałam sobie sprawę, że gotowa jestem stanąć na wysokości zadania by zadbać o nas.

       

       

       

       

       

       

                Z nostalgią wspominam poprzednie dziewięć miesięcy i ten dzień, który jak tafla lustra odbija nową rzeczywistość. Ten dzień, który był bramą do lepszego świata, bo do świata, w którym jest nasz Antoni. Ten dzień, kiedy wśród nas pojawiło się nasze dziecko - dzień porodu.

       

       

       

       

       

                

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Gdy się Chrystus rodzi...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mariolkadg
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 grudnia 2013 09:39
  • niedziela, 22 grudnia 2013
    • O produktach PUPUSowych

       

       

       

       

       

       

                Od razu na wstępie, żeby było jasno: otulacz firmy PUPUS to mój ulubiony Antuanowy otulacz! Moja ulubiona pieluszka!

       

       

       

       

       

       

       

       

       

                Ale, żeby być sprawiedliwą, muszę przyznać, że na początku nie było łatwo, stąd również tak długi czas testowania. Kiedy przyszła do nas przesyłka wyprałam jej zawartość, w międzyczasie zachwycałam się ekopolityką PUPUS. Następnie zaczęłam pierwsze testy.

       

       

               Wybraliśmy się do kościoła. Antuan niesiony przez tatę w Tuli wydawał się być zadowolony jak zwykle. Na pupie miał testowany komplet - wkładkę i otulacz. W kościele jak to w kościele byliśmy około godzinę. Nie spodziewałam się większych rewelacji, ale jednak. Na początku myśleliśmy, że Antek się spocił, niestety, nasz zestaw popuścił. Kolejny spacer z kompletem dał podobny efekt. Kolejny również. Byłam załamana, bo pieluszka wydawała mi się raczej ciężkim sprzętem a nie byle majtkami.

       

               Byłam trochę rozczarowana, ale postanowiłam się nie poddawać! Zrobiłam domowej roboty test - po prostu nalałam do otulacza wody - efekt zadowalający - przez materiał nic nie przeciekło. PUL był szczelny!

       

       

                Postanowiłam zatem szukać przyczyny w innym miejscu. Do niebieskiego otulacza włożyłam zwykłą tetrę zamiast oryginalnego wkładu. Pieluszka nie przeciekła raz, drugi, trzeci i następny.

       

       

       

       

       

       

       

                 Obwiniłam w końcu, wizualnie piękną, wkładkę, bo innego pomysłu nie miałam. Włożyłam ją do otulacza innej firmy i tu niespodzianka - nie było przecieku! Spróbowałam drugi raz i kilka jeszcze - z tym samym efektem. No więc o chodzi, się pytałam w duchu^^.

       

       

       

       

       

       

       

                Spróbowałam z nadzieją jeszcze raz połączyć firmówki do siebie - pokłóciły się czy co... Osobno ok, razem brak współpracy.

       

       

              Otulacz:

      - Jest piękny: niebieski w wozy strażackie, uszyty z bardzo miękkiego PULu. Nie szeleści, nie przypomina wodoodpornej peleryny. Mam wrażenie, że jest mięsisty.

       

       

       

       

       

       

      - Schnie natychmiastowo,

       - Zapinany jest inaczej niż reszta moich napowych otulaczy: dwurzędowo. Napy są bardzo dobre, mocno trzymają. Zwykle zapianam tylko górne, taki leniuch jestem.

       

       

      Testowany PUPUS

       

       

       Przykładowy inny otulacz

       

       

       

      - Ma dodatkowe falbanki przy nóżkach. Początkowo zapomniałam, ale spotkałam się z tym wcześniej. Raz tylko takie miałam: otulacze noworodkowe. Falbanki są świetne, miękko otulają pulchne nóżki Ąte, nie pozwalają na wycieki kupy nawet przy rozwolnieniu.

       

       

       

       

       

      - Ma zakładkę na wkładkę z przodu. Nie lubiłam, ale pupa Antoszowa raczyła urosnąć i teraz używam, chwalę sobie. Jest głęboka, wkłady z niej nie uciekają.

       

       

       

       

      - Jest jednorozmiarowy (od 4 do 16 kg!) - dzięki napom można regulować jego wielkość. Teraz, gdy nasz maluch waży 11,5 kg, nosimy porozpinane napki regulujące rozmiar, a w obwodzie zapinamy na drugie napy od zewnątrz.

       

       

       

       

       

       

       

       

      Wkładka:

      - Jest prostokątem (o wymiarach: 31x41 cm) uszytym z bardzo miękkiej tkaniny (70% bambus, 30% bawełny), ma piękne, kolorowe obszycie.

       

       

       

       

       

      - Chłonie dobrze, choć nie współpracuje z opisanym wyżej otulaczem.

      - Bardzo dobrze spierają się z niej niespodzianki^^.

      - Obie strony są wykonane z tego samego materiału - dziecko czuje, że ma mokro. Dla mnie to bardzo dobrze - NHN i takie tam sprawy (kto nie wie - Antek korzysta również z nocnika, więc zależy mi na tym, by po zesikaniu się w pieluchę zawsze czuł dyskomfort).

      - Schnie długo, długo, długo. Najdłużej ze wszystkich moich wkładek.

      - Złożona w prostokąt (na trzy lub na dwa) pasuje na Antuanową dupkę, wcześniej zapinałam również jak prefold (niestety, zdjęcia na pupie brak). Nie zakładałam wtedy otulacza, dzięki czemu do dupencji dochodziło więcej powietrza.

       

       

       

       Złożona na trzy

       

       

       

       Złożona jak prefold za pomocą snapki

       

       

      - Ma napki, które zapobiegają rozsuwaniu się warstw przy złożeniu na trzy.

       

       

       

       

       

       

       

       

                A tu jeszcze kilka zdjęć w akcji. Prawda, że pięknie?

       

       

       

       Stoję szeroko, ale stoję... O, kotecek!

       

       

       No gdzieś on tu był, ale już uciekł...

       

       

       

       Podwójna gumka w akcji

       

       

       

      Coś bym tutaj... z tej szafkiiiiii, hmmm, tylko co?

       

       

       

       

       

                A tutaj, podobieństwem do kolegów pieluszek z domu Mikołaja i Dominika, nasz PUPUS dziękuje za uwagę i mówi "papa!" ;)

       

       

       

       

       

       

       

       

                Firmie PUPUS bardzo dziekuję za miłą współpracę oraz możliwość testowania ich produktów. Z przyjemnością i czystym sumieniem polecam Wam zakupy w ich internetowym sklepie: www.pupus.pl.

       

       

       

       

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „O produktach PUPUSowych”
      Tagi:
      Autor(ka):
      mariolkadg
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 grudnia 2013 11:34

Kalendarz

Wrzesień 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Kategorie

Autorzy

Kanał informacyjny