Mamuszka - O tym co moje, co nasze i co wokół.

Wpis

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Gdy się Chrystus rodzi...

 

 

 

           No właśnie. Gdy obchodziliśmy Święta Bożego Narodzenia, nasz syneczek skończył 9 miesięcy. 9! Dziewięć!

 

 

            To było kolejne 9 miesięcy od momentu porodu. Czekałam na ten dzień. Byłam ciekawa jak świat będzie wyglądał po tym szczególnym czasie. Nie mogłam sobie tego wyobrazić, to wydawało się takie odległe. A jednak. Nastało szybko. Obracaliśmy się w naszym życiu, aż stuknęła nam ta dziewiątka.

 

 

          Na 9 miesięcy po porodzie czuję, że współgramy ze sobą idealnie! Czuję, że jesteśmy dla siebie stworzeni, doszlifowani. Idealnie pasujące do siebie trzy elementy. Tata, mama i dziecko. 

 

 

 

 

 

          Uwielbiam kiedy Antoni przytula się do nas. Tak, przytula się: kładzie główkę na ramieniu, często głaszcze nas przy tym. Mnie daje się pocałować w usteczka, na Michałową prośbę o buziaka - wystawia czółko. Uwielbiam te chwile kiedy jesteśmy blisko we trójkę, kiedy "kitrasimy" się w w łóżku, przytulamy na środku przedpokoju lub "razem" sikamy w łazience. Zapamiętuję te chwile. Widzę szczęście w oczach moich chłopców. 

 

          Duma mnie rozpiera kiedy widzę, że Michał wspaniale sobie radzi z naszym synem. Wzrusza mnie zaufanie Antoniego w działanie Michała. Choć trochę zazdrosna - puchnę z dumy kiedy Antek chce na rączki do taty a nie do mnie.

 

 

 

 

 

 

 

          Anteczek w ekspresowym tempie się rozwija, zadziwia nas. To nasze pierwsze dziecko, nie wiedzieliśmy, że wszystko tak szybko się dzieje!

 

 

          Antuan perfekcyjnie robi cyklopa, przybija piątkę (kilka razy uderza w dorosłą dłoń), sam rozpoczyna zabawę w "a kuku", daje łapkę w geście "cześć", zrzuca przedmioty z wysokości, patrzy w dół, zerka na nas i teatralnie mówi:

- Ba!

 

           Nazywa kota "Bu", człapie za nami wszędzie, zapytany czy chce mleczko:

- Cycy (tsytsy) - odpowiada z nieukrywaną radością.

 

          Robi tacie "papa" na do widzenia, chodzi przy meblach i trzymany za dwie rączki, próbuje stać bez trzymanki. Poproszony kładzie główkę na podusię i na kocie. Śpiewa sobie (mruczy) przed zaśnięciem. Nie smakują mu banany (pierwsza rzecz, której odmawia). Zasypia w samochodzie (o cudowny nasz nowy foteliku!). Odkopuje się spod kołdry jak jakiś duży chłopiec. Nie i koniec, nóżki mają być na wierzchu! Zapytany pokazuje gdzie ktoś (lub coś) ma nos i ucho. Pije z trzymanego przez nas kubka (lub szklanki/butelki). Chwyta jedzenie w dwa paluszki: kciuk i wskazujący. Rozgadał się po swojemu. Lubi oglądać książeczki, ale szybko i co trzecią stronę^^.

 

           Waży 11,5 kg, nosi ubranka 86-92 (w chuście spodnie nawet 98). Ma 8 zębów i podciętą grzywkę. Ciągle nie ważymy razem tyle ile ważyliśmy jadąc na porodówkę!

 

 

          Lubi być brany na ręce przez tatę i nie zawsze chce do mnie wrócić (serce mi rośnie! Takiego ojca dla mojego dziecka chciałam!). Załatwia się w pieluchy, do nocnika i do toalety. Mówi "mamamama" na mnie i "tatatatata" na Michała. Lubi telefony i piloty. Lubi kiedy mu śpiewam. Nie lubi kiedy wariujemy z Michałem - boi się wtedy.

 

 

 

          To dziecko to cud! Cud mój i Michała. Skarb największy, radość nasza. 

 

 

          A dla mnie te dziewięć miesięcy? To nieustanny czas pogłębiania pięknej relacji nie tylko z nowym człowiekiem, ale również z moim mężem. To czas kiedy kwitnie we mnie miłość, radości jest znacznie więcej niż smutku, przyjemności niż zmęczenia i wiary w piękno życia niż czegokolwiek innego! To czas kiedy dojrzewałam jeszcze bardziej i kiedy zdałam sobie sprawę, że gotowa jestem stanąć na wysokości zadania by zadbać o nas.

 

 

 

 

 

 

          Z nostalgią wspominam poprzednie dziewięć miesięcy i ten dzień, który jak tafla lustra odbija nową rzeczywistość. Ten dzień, który był bramą do lepszego świata, bo do świata, w którym jest nasz Antoni. Ten dzień, kiedy wśród nas pojawiło się nasze dziecko - dzień porodu.

 

 

 

 

 

          

***Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś znak. Zapraszam do komentowania!***

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
mariolkadg
Czas publikacji:
poniedziałek, 30 grudnia 2013 09:39

Polecane wpisy

  • Pojechali

    Są już w Krakowie. O 12 samolot zabierze ich do Oslo. Jak sen to wszystko jest. Jak sen. Zostałam sama z moim maluchem w tym dużym domu. Piję kawę ze spe

  • Ostatnie chwile

    Siedzę na Kubiczkowym balkonie. Wystawiam twarz do słońca. Jesteśmy tu teraz. Juz jutro ja u siebie, a oni w swojej "Norwedze". Smutnam.

  • Wersja turbo

    Tata usypia Antuana: "Aaa, kotków osiem, zaśnij szybko, bo Cię proszę..."

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość : napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2013/12/30 09:51:01:

    Kocham!!!

  • ca-lineczka napisał(a) komentarz datowany na 2013/12/30 13:11:21:

    O tak, dziecko to prawdziwy cud. ;)

  • kahlan84 napisał(a) komentarz datowany na 2013/12/30 14:10:50:

    :) Nam 8 miesięcy stuknęło i choć to drugi maluch, to zapomniałam, że to wszystko tak szybko się dzieje. Jak zwykle pięknie - zdjęcie w nosidle mnie rozwaliło, ale Ty wiesz, że ja mam na tym punkcie fioła :)

  • ancymooonka napisał(a) komentarz datowany na 2013/12/30 15:30:34:

    Brak słów. Wzruszyłam się. Bardzo.

  • nieanielica2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/12/30 17:46:16:

    Pięknie! I z tego co wiem sama już - w rodzicielstwie - czym dalej tym piękniej ;) Pozdrowionka!

  • Gość megi napisał(a) z *.internetia.net.pl komentarz datowany na 2013/12/30 22:49:21:

    slodki maluch i jaki zdolny! 9 mcy w brzuszku i 9 poza... jestes wspanialą mamą! az przyjemnie czytac o Waszym szczesciu:-)

  • ca-lineczka napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/01 14:49:13:

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :)

  • mimazg1 napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/22 16:32:59:

    No właśnie, te najprostrze gesty Małego człowieka zawsze są źródłem tak wielu emocji, i tak powinno być. Miłego "tarmoszenia się na środku pokoju :_}. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz